sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 2

Rozdział 18+

~~ Narrator ~~
3 godziny później:
- Ja nigdzie nie idę!- krzyczała Ashley, wchodząc z koleżankami do mieszkania.- To jest palant. Zobacz, wszędzie mam to świecące gówno!
- Nie oceniaj go. Nawet nie znasz dobrze tego kolesia- odparła znudzona narzekaniem przyjaciółki Veronica, a Samantha poszła do kuchni. Zadzwonił do niej Riker.
- Sam- odezwał się blondyn- nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Będziecie dzisiaj, czy nie?
- Ja i Vera na stówę.
- A ta cała Ashley, czy jak jej tam? Ross się na nią napalił i mamy piekło- jęknął.
- No to ma problem, ta się uparła i nie chce iść.
- Co?!
- Dobra, będzie dużo ludzi, nawet nie zauważy, że jej nie ma- machnęła ręką. Chłopak westchnął. Był już w klubie z resztą R5. Razem z pracownikami wszystko przygotowywali.
- Miejmy nadzieję... To do później.
Rozłączył się i podszedł do Rossa. Wysłał go do domu, bo niby czegoś zapomniał. Nastolatek niechętnie, ale się zgodził. Gdy już opuścił budynek, do Rikera zbliżył się właściciel klubu z dwoma wyzywająco ubranymi tancerkami u boku.
- Powinny przyjść jeszcze dwie. Zaraz po nie zadzwonię. Barman już jest, więc praktycznie tylko scena dla was została do przygotowania oraz powitanie gości- poinformował go mężczyzna. Chłopak w zamyśleniu pokiwał głową. Spojrzał się na seksowne kobiety, które zmierzały uwodzicielskim krokiem do szatni. Oprócz czterech tancerek, ma być jeszcze jakiś tancerz dla panien, ale Lyncha to nie interesowało. Przez ich ruchy nie mógł się skupić.
- O, właśnie jedna dzwoni- powiedział facet, patrząc na ekran telefonu. W tym momencie kobiety zamknęły szatnię, więc w tym samym czasie Riker się ocknął.- Sorry, zaraz wracam.
I odszedł. Blondyn skierował swe kroki ku Rockiemu, który stroił gitarę.
- Stary, to będzie bomba- stwierdził zadowolony i przybił piątkę z młodszym bratem.
- No wiem. A najlepsze jest to, że nie tylko Ross będzie się dobrze bawił, nie?
- Ey, wy- wtrąciła się nagle Rydel.- Ma być spokojnie, jasne?
Wznieśli oczy ku niebu.
- Tak, tak. Mamo- ostatnie słowo bruneta, chłopcy wypowiedzieli razem i znowu przybili ze sobą piątki. Dziewczyna tylko westchnęła ciężko, po czym wróciła do swojej poprzedniej czynności, czyli wybierania drinków na menu imprezy. Zdecydowała się na Krwawą Marry, sex on the beach (XDD), Malibu oraz kilka innych. Nie znała się na tym, dlatego brała pierwsze- lepsze. Nagle za nią pojawił się Ellington. Objął ją delikatnie i obrócił twarzą do niego, a następnie pocałowali się.
- Co robisz?- zapytał, gdy już się od niej oderwał.
- Wybieram drinki. Nie miałeś im pomagać z perkusją?
- Weź jeszcze Kamikaze i Margeitę. A jak mi popsują bębny, to będą płacić.
Zaśmiał się, a Rydel chwyciła jego twarz w dłonie i szepnęła, aby poszedł do nich. Chłopak bardzo niechętnie, ale to zrobił.

~~ 30 minut później ~~
Za pół godziny zaczną schodzić się goście. Gdy Ross wrócił z telefonem Rikera, do klubu weszły dwie spóźnione tancerki i od razy skierowały się do szatni.
   Na scenie były już rozstawione instrumenty, a z głośników powoli zaczynały rozbrzmiewać dźwięki piosenek. Cztery dziewczyny ćwiczyły swoje tańce na rurze, a wśród nich była Ashley. Czyli Rebbeka w klubie Melody. Ale Riker i Ross nawet nie zorientowali się, że ona tam jest. Przede wszystkim jej nie poznali. Nie przejmowali się tym, kto jest na stole, na wysokich szpilkach. Podziwiali zgrabne ruchu dziewczyn w skąpych, wyzywających strojach.
   Pierwszymi gośćmi byli kumple Rossa. Potem pojawiły się także jego koleżanki oraz Veronika z Samanthą. One nie zwracały uwagi na tancerki, zajęły się składaniem życzeń jubilatowi.
   Kiedy byli już wszyscy goście, R5 weszło na scenę. Cztery dziewczyny stanęły pod nią i czekały na rytm, w którym miałyby się poruszać.
    Pierwszy odezwał się Rocky. Podszedł do Rossa, zabrał mu mikrofon ze statywu, po czym strykał.
- Oh braciszku- zaczął. Blondyn wzniósł oczy ku niebu i zaczął bzdęgolić na gitarze.- Jeszcze niedawno zmieniałem ci pieluchy, a dzisiaj urządzam osiemnastkę w klubie nocnym...
- Jesteś rok starszy, nie zmieniałeś mi pieluch- zaśmiał się Ross, zabierając bratu swój mikrofon.
- Ciiiicho, nie wszyscy muszą to wiedzieć.
Rydel prychnęła i zaczęła grać na keyboardzie. Chłopcy z przodu pomogli wejść tancerkom na scenę i dołączyli się z gitarami. Po chwili Ross zaczął śpiewać "I want u bad", robiąc swoje standardowe ruchy, przez które dziewczynom na widowni robiło się gorąco. R5 zaśpiewało jeszcze "Cali girls" oraz "Heart made up on you", a następnie podziękowali za uwagę i zeszli do gości. Bracia Lynch z Rylandem, który wyjątkowo mógł tu być, od razu skierowali się do baru. Zamówili sobie po drinku i rozsiedli się wygodnie w czerwonych krzesłach. 
- Te laski są mega- stwierdził po chwili Rocky. Wpatrywał się w tancerki na rurze. Ryry tylko westchnął. 
- Ja nie wiem, czym wy się tak jaracie. 
- No nie mów, że te ruchy cię nie podniecają- zdziwił się Ross, a reszta wybuchła śmiechem.- To zobacz na te dupy.
- Ja się tylko dziwię, że jeszcze się nie przewróciły w tych szpilkach- mruknął zdegustowany, biorąc łyka drinka.
- On ma dziewczynę, jest wierny- Riker wzniósł oczy ku niebu. Z jednej strony nie rozumiał młodszego brata, a z drugiej podziwiał, że tyle wytrzymuje z jedną laską.
- Ty, a może ty jesteś gejem, co?- palnął Rocky, za co oberwał w głowę od wszystkich.- Dobra, cofam to. 
- Tak w ogóle, to gdzie jest Rydel?
- A chuj wie- Ross machnął ręką i odłożył napój.- Lecę się bawić.
- Niedługo prezenty, pamiętaj- przypomniał mu Riker, Sam zaplanował coś, co na 100% spodoba się blondynowi,
Ross pokiwał głową na znak, że zrozumiał wiadomość i poszedł do reszty gości. Gdy tylko podszedł do kumpli, jedna z dziewczyn zaczęła przed nimi tańczyć. Potem założyła Rossowi jakby "koronę" na głowę i odeszła. Chłopak zdążył chwilę pogadać z kolegami, ale nagle muzyka ucichła. Nadszedł czas na prezenty. Osiemnastolatek westchnął i zakasał rękawy od koszuli. Rocky podprowadził mu pod siedzenie fotel na kółkach i usadził go na nim. 
- Khem, khem- odchrząknął Ratliff, stając przed Rossem.- No więc, prezenty!
Prawie wszyscy znajomi dali mu pieniądze, ale rodzeństwo kupiło mu coś innego. Rydel- samochód; Ellington- nowe bokserki; Rocky- profesjonalny aparat i kamerę; Ryland- najnowszego iPhona, a Riker nic NIE KUPIŁ, lecz...
- O to twój prezent, Ross- uśmiechnął się najstarszy z Lynchów, wskazując na tancerki.
- Haha, mogę sobie wybrać?- zaśmiał się Ross, popijając wódkę. Przyglądał się czterem tańczącym dziewczynom.
- Ależ proszę- uśmiechnął się właściciel klubu.- Polecam Becky albo Margaret. Są najlepsze. Ta- pokazał na Ashley- tylko tańczy, to i tak jej ostatni dzień. 
Mówił o nich jak o jakiś rzeczach, które można wykorzystać do swoich celów i zostawić.
Ross uśmiechnął się niczym zły chochlik i pociągnął za nogę jedną z tancerek, tak, że spadła na blondyna. Okazało się, że to Ashley. Spojrzała się na niego przerażona, ale zaraz przypomniała sobie gdzie jest i za co jej płacą. Poza tym to jej ostatnia noc tutaj, więc może zaszaleć. Usiadła okrakiem na Rossie, uśmiechając się do niego uwodzicielsko.
- Hmmm....Rebeka- mruknął właściciel.- To idźcie do pokoju na górze.
Dał im klucz. Ash ("Rebbeca") wstała i pociągnęła za rękę blondyna. Gdy już byli w pokoju, wepchnęła go do środka i zamknęła drzwi.
- Urodzinki masz, co?
Mruknęła, zbliżając się do niego powolnym, seksownym krokiem. Usiadła na nim okrakiem i odpięła guziki od jego koszuli.
- A mam... Dlatego zrób je moimi najlepszymi urodzinami.
Pogłaskał ją po plecach i odpiął stanik. Rzucił go w kąt, a jego oczom ukazały się piękne, kształtne piersi. Ashley zdjęła mu koszulę, po czym zarzuciła mu ją za szyję i przyciągnęła do siebie. Namiętnie go pocałowała, a następnie zaczęła poruszać rytmicznie biodrami. Blondyn bawił się jej piersiami, ściskając je i przygryzając sutki. Potem zataczał językiem kółka wokół nich i jednocześnie ściągał z dziewczyny dolną część czerwonej, koronkowej bielizny. Położył ręce na jej pośladkach i uniósł ją trochę, aby już po chwili ściągnąć spodnie oraz bokserki. Szatynka spojrzała mu się uwodzicielsko w oczy, a po tym chwyciła w dłoń męskość Lyncha. Ściskała to i masowała. Później włożyła to sobie do ust, blondyn przytrzymał jej głowę. Powoli jeździła koniuszkiem języka po jego czubku, aż w końcu ssała go i delikatnie przygryzała. Chłopak wydawał z siebie jęki rozkoszy.
- Twoja kolej- szepnęła i mocno pociągnęła Rossa za włosy, zbliżając się do niego.
- Lubisz na ostro, co?
- Łap gumeczkę i działaj.
Po tych słowach założył sobie prezerwatywę i gwałtownie "wszedł" w Ashley. Początkowo poruszał się powoli, ale z czasem przyspieszał i był coraz mniej delikatny. Jednocześnie bawił się piersiami szatynki. Wydawała z siebie odgłosy silnego podniecenia, co jeszcze bardziej pobudzało Lyncha do działania. W końcu mógł zaspokoić "potrzeby" bez żadnych konsekwencji, jak do tej pory, więc się nie oszczędzał. Nie czuł zmęczenia, a ciało dziewczyny całe drżało, aż w końcu doszła. 
  Blondyn opadł spocony obok niej i zaczął obdarowywać jej dekolt, szyję oraz biust i brzuch namiętnymi pocałunkami, robiąc przy tym malinki. Ona jeździła chłodnym palcem po rozgrzanym ciele osiemnastolatka. Od obojczyków, poprzez ramiona i klatkę piersiową, powoli aż poniżej pasa. Przechodziły go dreszcze. Kolejny raz Ashley wzięła do ręki przyrodzenie Rossa i zaczęła je pieścić. Gdy było już twarde i we wzwodzie, podniosła się i "nadziała" na nie, powodując nagłą falę gorąca w ciele blondyna. Złapał ją za pośladki i poruszał szybko w górę i w dół, coraz bardziej chowając głowę w poduszkę. Ashley zaś, kręciła biodrami, znowu go pobudzając. Nagle wykonała gwałtowny ruch ciałem w bok, co spowodowało jęk Rossa i to, że nie zdołał powstrzymać emocji. Na szczęście miał prezerwatywę.
   Ashley z niego zeszła, po czym zaczęła się ubierać. Chłopak podszedł do niej i wyrwał jej stanik. Rzucił go za szafkę i przyciągnął szatynkę do siebie.
- Jeszcze trochę. Musimy to powtórzyć.
- Ha ha, tsaa. Powtórzysz sobie- uśmiechnęła się szyderczo i mocno ścisnęła członka Rossa, a on głośno wypuścił gorące powietrze z płuc.- Z ręką.
- Ej, jak już znowu zaczęłaś, to chociaż to skończ. 
- Sam sobie skończysz- burknęła i chciała się wyrwać, ale on ją trzymał. Przewróciła tylko oczami i popchnęła go na łóżko. Zawisła nad nim, a on obniżył trochę jej plecy, żeby mógł w nią "wejść" kolejny raz. Tym razem, od samego początku nie był delikatny. Po prostu taki szybki numerek i już. Dziewczyna go pobudzała swoimi odgłosami, pocierając jednocześnie piersiami o jego tors. Gdy skończyli, szybko pobiegła po swoje ubrania, założyła je i wyszła z pokoju. Ross uczynił to samo. Migiem ją dogonił i razem zeszli do gości. Schodząc po schodach usłyszeli oklaski i głośne "uuuu". Evans wróciła do tańca. Lynch z kolegami przyglądali się jej zmysłowym ruchom i niesamowitej gracji.
- A gdzie Riker?!- zapytał chcąc przekrzyczeć muzykę. Wypijał już drugiego mocnego drinka.
Samantha odkleiła się od Rockiego. Była kompletnie pijana, z resztą jak inni. Nawet Rydel. Ona i Ell zajmowali teraz jeden z wolnych pokoi na górze.
- Riker?- zachwiała się, popijając wódkę.- Myje Veronicę. Pobrudził ją czymś i chyba są w łazience.
   Wybełkotała blondynka, po czym przyciągnęła do siebie bruneta i łapczywie go pocałowała. Dłonie chłopaka wędrowały po całym jej ciele. Najpierw były na piersiach, potem na talii, pośladkach, udach, a teraz pod sukienką. Rossa przeszły ciarki i odszedł od nich. Jeszcze rzucił bratu klucze od pokoju, w którym był z Ashley i puścił mu oczko. Nagle do blondyna podbiegły jego kumpele i zaczęły go podrywać.
   

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I jak się podoba? Krótki, wiem. Ale chciałam dzisiaj dodać. Znowu szlaban, ooohh yeaah! Ale się cieszę... -,- Dziękuję, że było aż 8 komentarzy pod poprzednim rozdziałem :D Zdziwiliście mnie, serio ♥ Next powinien być niedługo i ostrzegam, że też będzie coś 18+. Ale pytanko... Czy tutaj mogła być TA scenka? XD KOMENTUJCIE 

† Darkness 


poniedziałek, 2 lutego 2015

Prolog/ Rozdział 1

12/20/2014
"Życie jest do dupy. Po prostu robisz co ci każą i co masz w zamian? Nic"
~ Ashley E.

~~Narrator~~
   Wszędzie kartony, a w salonie na kanapie rodzice. Ich dzieci dorosły i się wyprowadzają. Już nie będą mieszkać w LA- mieście aniołów, lecz w Las Vegas- mieście grzechu. Jedyna dziewczyna z rodzeństwa Lynch, Rydel, już tam jest. Razem ze swoim chłopakiem, Ellingtonem, kupiła apartament naprzeciwko swoich braci, aby w razie czego ich przypilnować. Szczególnie jutro- w urodziny Rossa. Riker i Rocky wyprawiają mu osiemnastkę w klubie nocnym, więc przydałaby się tam jakaś trzeźwa osoba. W dodatku na początku imprezy zagra R5. No i Delly wie, że jej młodsi bracia- Rocky i Ross oraz starszy- Riker, to kobieciarze. Najmłodszy- Ryland ma JEDNĄ dziewczynę i mu wystarczy. Savannah ma 18 lat, pochodzi z Hiszpanii. Poznali się na jednym z koncertów w Europie. A Rocky znalazł miłość w skateparku- spotkał tam Alexę Dowd. Ross i Riker mieli mnóstwo dziewczyn, ale żadnej nie pokochali. Przynajmniej ten drugi je szanuje, nie to co Ross. Tak, nasz tleniony blondyn jest typowym podrywaczem, kobieciarzem, wszystko ma w głębokim poważaniu. W domu, dla rodziców jest kochany, a dla całej reszty... Szkoda gadać. Można powiedzieć, że to taki "bad boy".
  Ashley w mgnieniu oka wydobyła największą torbę z dna swojej szafy i jak najszybciej potrafiła, wrzucała do niej swoje rzeczy osobiste. Ashley Evans jest szatynką o niebieskich oczach. Ma 19 lat, kocha taniec. Z natury jest odważna, szczera. Ubiera się w stylu rock/punk, jest szaloną i wyluzowaną osobą. No, ale zdarzają się momenty, w których ma ochotę się poddać, jak na przykład teraz. Chciała uciec z domu. 
   Po śmierci mamy została sama z ojczymem, którego nienawidzi. Po prostu ją bije. A teraz, gdy dowiedział się o jej tajemnicy, bała się, co zrobi. 
  Po spakowaniu najważniejszych rzeczy wybiegła na klatkę. Nawet nie zostawiła żadnego listu, po prostu uciekła. 

~Następny dzień~ 
Riker wstał wcześnie rano, aby spakować ostatnie rzeczy. Wziął szybki prysznic, po czym ubrał się w ciemną koszulę i jasne, podarte jeansy. Pół godziny spędził przed lustrem, układając włosy ."Coś cicho"- pomyślał - "Pewnie reszta jeszcze śpi"
- Riker!- usłyszał nagle zza drzwi.- Rusz się trochę, co?!
- Zluzuj majty, Rocky- mruknął, doprowadzając do porządku ostatnie włoski.-Wiedziałem, że coś za cicho jest.
- Kurde, stary! Pindrzysz się jak jakaś laska. Muszę się pożegnać z Alexą, zanim...
- Rydel przyszła!- oznajmił im tata. Rocky walnął głową o ścianę.
- Zanim co?...- Riker się wyszczerzył i uchylił drzwi drzwi od łazienki. 
- Zanim Rydel przelezie. A teraz żegnam- powiedział brunet, po czym wypchnął brata z pomieszczenia. Blondyn tylko prychnął pod nosem i poszedł przywitać się z siostrą.
- Hej, sis- przytulili się.- A gdzie Twój przyszły mąż?
- Ha ha. Bardzo śmieszne. Ratliff powoli znosi wasze kartony, więc się pospieszcie. 
- Siema- jęknął Ryland, który wyłonił się z pokoju w samych spodniach.- Jak dla mnie obudziłem się dwa dni za wcześnie...
- A gdzie Ross i Rocky?- zapytała blondynka, patrząc na rodziców. Odpowiedział jej Riker:
- Rocky okupuje łazienkę, a Ross... Ryland, Ross jeszcze śpi?
- Nie, byłem sam. 
- Ross jest w kuchni- powiedziała uśmiechnięta Stormie, a rodzeństwo spojrzało po sobie przerażone. Blondyn zwykle wstawał po 12, a jest 7:40. Co on robi w kuchni tak wcześnie? 
   Cała trójka wbiegła do pomieszczenia i zastali tam swojego brata, który użerał się z kuchenką gazową. Co chwilę gasł mu ogień, co jeszcze bardziej go wkurzało. Na dodatek się nie wyspał, Dlatego to bomba zegarowa, która może w każdej chwili wybuchnąć. 
- Ross?...-odezwała się zszokowana tym widokiem Rydel.- Wszystko z Tobą w porządku? Wyspałeś się?
- Nie, oni mnie wzięli i obudzili o 6 w nocy!- pokazał łyżką na mamę i tatę.
- I gotujesz?
- Nie myśl sobie za dużo, sis. Zmusili mnie.
- Ile ci dali?
- Trzy dychy- wyszczerzył się i w końcu odpalił gaz.- Tak! Nareszcie!

~Tymczasem u Ashley~

   Dziewczyna po ucieczce z domu pojechała do swoich przyjaciółek- dwudziestodwuletniej Samanthy i dwudziestoletniej Veronici w centrum Vegas. Pozwoliły jej zostać u siebie. Poznały się na zlocie fanów i od razu się polubiły. Teraz przyjaciółki siedziały w kuchni przy śniadaniu i rozmawiały. 
- Młoda, idziesz dzisiaj z nami?- zapytała Sam, odkładając nadgryzioną bułkę z dżemem na talerz.
- Zależy gdzie.
- Do klubu na imprezę o 21- odpowiedziała jej Veronica i wzięła łyk kawy.- Brat takiego zajebistego gościa ma dzisiaj osiemnastkę. 
- Poprawka- przerwała jej blondynka.- Brat mojego kumpla.
- Co nie zmienia faktu, że jest sexy.
- Czekajcie- Ashley pomachała rękami, jakby chciała wstrzymać ruch uliczny.-Jaki kumpel? Jaki klub? I jaki brat tego kumpla?
- Poznasz ich na imprezie. A to jest na Melody Street. Tam jest tylko jeden klub i...- odezwała się Veronica, lecz Evans jej przerwała.
- Ze striptizem.
- A skąd ty...A mniejsza o to. Więc idziesz? Będzie sporo chłopaków i zapomnisz o ojczymie.
- Nieee, i tak pewnie szybko zasnę, a ci chłopacy mnie nie znają. 
- To chociaż pomóż nam wybrać stroje na wieczór-poprosiła Samantha, wkładając brudne naczynia do zmywarki. Ashley niechętnie, ale się zgodziła. 
    Wyjęła ze swojej torby słuchawki, portfel oraz trampki. Założyła buty, a następnie poszła do przedpokoju po telefon. Wiedziała, że ten dzień będzie męczący i dług, chciała się przygotować. 
-To idziemy? Wolę mieć już to za sobą. 
Westchnęła. Wkrótce po jej słowach przyszły dziewczyny i wyszły z mieszkania. Zjechały windą na sam dół, a następnie skierowały się do pierwszego sklepu. 

~~4 godziny później~~

   Po tylu godzinach łażenia po różnych galeriach, Samantha kupiła sobie czerwoną sukienkę mini bez pleców i czarną koronką po bokach, a Veronica zdecydowała się na błękitną miniówkę, podkreślającą biust. Po shoppingu zmusiły jeszcze nową współlokatorkę do odwiedzenia supermarketu, ponieważ lodówka była pusta. 
    Żeby było szybciej, Vera szukała nabiału, Sam czegoś na obiad, a Ash rzeczy, których zapomniała ze starego mieszkania- kosmetyków. Gdy już wszystko wzięła, poszła po chipsy, czy popcorn. Nagle słyszała jakieś śmiechy. Dwaj chłopacy, jeden w wózku, wydurniali się, ale Ashley nie zwracała na to uwagi. Do czasu.
   Jeden z blondynów tak popchnął wózek, że ten razem z nastolatkiem w środku, uderzył w Ashley.
- Czy ty jesteś normalny?- uniosła się i wyprostowała. Wcześniej się schylała. 
- Nie- uśmiechnął się blondyn i rozłożył wygodnie.- Jestem Ross. A ty śliczna.
- Kiepski podryw.
- A kto mówi, że ja cię podrywam? Może po prostu brat popchnął wózek, co?
- Weź idź- burknęła i się odwróciła.
- Tyłeczek też niezły...
- Czego ty chcesz? 
- Zrób mi prezent i daj swój numer.
- Jeszcze czego- warknęła, odruchowo chwytając swoją komórkę. Akurat zawibrowała. Szatynka odeszła od Rossa i odczytała wiadomość od Veronici: "Zobacz jeszcze na brokat, chcemy błyszczeć na imprezie! :D". Po chwili wróciła na wcześniejsze miejsce i wzięła paczkę chipsów. Rzuciła okiem na wyszczerzonego blondyna i odebrała telefon, który zaczął dzwonić. 
- Czego?- rzuciła wściekła. Ross się zaśmiał.
- Masz brokat?
- Nie, na cholerę ci on?
- Ojoj, Ash. Ty jesteś jeszcze niedoświadczona. Chcemy błyszczeć, żeby zwrócić na siebie uwagę.
- Ojoj, Vera. To zwykła impreza.W klubie nocnym. Sama mówiłaś, że będzie tyle chłopaków, że...
- Że obczaję każdego- dokończyła za Evans. Dziewczyna westchnęła, przewracając oczami. 
Brata Rossa, który właśnie podszedł, zaciekawił wątek o imprezie.
- Przecież masz czas do 21. To jeszcze cztery godziny, kobieto. 
- No proszęęę!
- Spadaj...
- Yay! Dzięki!
- Nie odzywaj się do mnie.
- Pa!
Rozłączyła się. Zastanawiała się, skąd ma wziąć brokat. Nawet nie zerkając na Rossa i Rikera, poszła dalej.
- Ej- odezwał się Ross i wygramolił z wózka.- Niezła sztuka. A tak poza tym...
- Ciii- uciszył go brat.- Chodź za nią. Skądś ją kojarzę...
- Ma ruchy, jakby tańczyła kilka lat. Albo co noc-zaśmiał się. 
- No i w tym rzecz- uśmiechnął się.- Zbieraj manatki, lecimy za tą laską.
- Jakby co, to ja ją zamawiam. Dla Ciebie jest za młoda.
- A Ty się szykuj na imprezkę dzisiaj, jubilacie.
- Boję się, co wymyśliliście.
- Spoko, Ross. Spodoba ci się. To coś w twoim stylu.- zrobił "brewki".
- A teraz ruszaj się, bo ją zgubimy.
Bracia wzięli wózek i poszli za Ashley. Nie widzieli gdzie co jest, dopiero przyjechali do Vegas. Rocky wysłał ich po zakupy, bo nic nie ma nic do jedzenia w mieszkaniu. I przy okazji zwiedzają miasto. 
    Gdy młodszy z braci zobaczył ją w towarzystwie dwóch innych dziewczyn (Veronici oraz Samanthy), uśmiechnął się zawadiacko i podbiegł do niej od tyłu. Przytulił ją od tyłu, a ta pisnęła wniebogłosy, strącając duży karton z z kolorowym brokatem prosto na siebie.
- Ty debilu!- krzyknęła i odepchnęła go.- Jesteś rąbnięty! 
- Nie, jestem Ross. Już ci mówiłem. Masz sklerozę, czy co?
- Spieprzaj- warknęła wściekła, a następnie zaczęła otrzepywać się ze świecącego świństwa. 
- To wy się znacie?- zapytała zdziwiona Veronica i przytuliła Rikera. Ross pokiwał głową na "tak", a Ashley na "nie".
- Dobra, nieważne- Rik machnął ręką.- To będziecie na imprezie?
- My tak, a Ashley też może przyjść?- poprosiła Sam, robiąc szczenięce oczy do Rikera. Za to dostała sójkę w bok, i od Very, i od Ash. 
- Ross?
- Co? A, tak. Pewnie, że możesz. Im więcej lasek, tym lepiej- zaśmiał się.- Ashley, tak? No ładnie.
- Chyba raczej Rebbeca- odezwał się najstarszy z Lynchów. Reszta spojrzała się na niego jak na wariata, a on zrobił tylko "brewki", patrząc na przestraszoną szatynkę. Kojarzyła go z klubu. Załatwiał wtedy coś z jakimś wysokim brunetem. Riker ją tam widział.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No hej! Wiem, że mało osób to czyta, ale kit. Chociaż może 2 komy będą? Albo jeden? Pliis? XD 
Chcę Was uprzedzić, że w nexcie będą sceny 18+, więc lepiej osoby o słabszych nerwach tego nie czytają :D Ale ja nie zabraniam... Mówię tylko, że ma imprezie będzie się działo :3

† Darkness †